andy2

Nazywam się Andy Alejandro Bazurto Vera. Mam 10 lat i Mieszkam w małej wiosce Ayacucho w zachodniej części Ekwadoru. Odkąd pamiętam, nie mogłem biegać i cieszyć się życiem, jak inne dzieci, bo moje serce było bardzo słabe. Na początku tego roku w moim życiu zaszły ogromne zmiany. od 5 stycznia nie mam mamy, którą mój tata zamordował, czego ja i mój (o dwa lata starszy) brat byliśmy świadkami. Dzień później mój tata popełnił samobójstwo. Dzisiaj mieszkamy z ciocią, która nas przygarnęła i stara się nam zastąpić mamę oraz jej dwójką dzieci i babcią. 

16 kwietnia 2016r. jedną z największych i najludniejszych prowincji Ekwadoru nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 7.8^, w którym wg oficjalnych danych zginęło 660 osób (oficjalne dane tzn. ciała tych osób zostały odnalezione i zidentyfikowane). W trzęsieniu ziemi ucierpiało ponad 600 000 ludzi tracąc często dorobek całego swojego życia lub nawet całych pokoleń a do tego pacę (bo miejsce pracy też uległo zniszczeniu).

Msze Święte, które zostały zamówione w czasie mojego pobytu w Polsce zostaną odprawione w następujących dniach:

Mija dwa tygodnie, odkąd wróciłem z wakacji, a ja jeszcze nic tutaj nie napisałem. Na następny dzień po przyjeździe czekały już na mnie trzy wioski, aby świętować odpust w swojej wspólnocie. Po niedzieli znów tygodniowy kurs formacyjny w Portoviejo, więc od poniedziałku do piątku wyjeżdżałem rano o 6:30 i wracałem na Mszę Świętą o 19:30. W tym tygodniu w końcu mogłem pozałatwiać kilka spraw, m. in. podłączyć na nowo internet. Jak do tej pory nie mogę jeszcze rozpocząć remontu plebanii, ponieważ muszę czekać na komisję, która zweryfikuje stan budynku i zdecyduje o rozmiarach prac (Mam nadzieję, że plebania zakwalifikuje się do grupy "Do remontu", a nie "Do rozbiórki"). Powoli jednak zaczynam zastanawiać się nad tym, co i jak trzeba będzie zrobić. Rozglądam się za miejscami, w których można kupić materiały potrzebne do odbudowy. 

W sobotę 16 kwietnia tuż po szkoleniu dla katechistów wybrałem się do jednej z wiosek na comiesięczną Mszę Świętą, ale jak się okazało,mieszkańcy wioski stwierdzili, że skoro jest kurs dla katechistów, to nie przyjadę, więc zastałem kaplicę zamkniętą na kłódkę i żywej duszy w pobliżu. Kiedy już dowiedziałem się od przechodzącej osoby w czym rzecz, wróciłem domisji i postanowiłem wraz z młodzieżą wybrać się do Ayacucho - misji, którą, kilka lat temu,obsługiwałem razem z Honorato Vasquez, aby zawieźć ubrania zebrane w naszej misji jako pomoc dla powodzian. 

Przez ostatnie pięć lat pracowałem razem z ks. Wiesławem w La Unión - Pueblo Nuevo, gdzie razem dojeżdżaliśmy do 38 kaplic. W styczniu ubiegłego roku naszą diecezję misyjną opuścił jeden kapłan pochodzący z Indii i misja, w której pracował przez cały rok przeszła pod opiekę ojców Karmelitów z miasta Pichincha, którzy po roku posługi w tej misji zakomunikowali biskupowi, że mając 130 kaplic na wspólnotę składającą się z trzech kapłanów, nie są w stanie obsługiwać dłużej jeszcze 25 kaplic z innej misji. W związku z tym w połowie stycznia mons. Lorenzo Voltolini - Arcybiskup Portoviejo poprosił mnie, abym podjął się pracy misyjnej w nowej misji,

która dla mnie była już znana, ponieważ jest misją sąsiadującą zarówno z Honorato Vásquez, jak i z La Unión - Pueblo Nuevo, i często zachodziła potrzeba przejazdu przez nią aby dojechać do niektórych kaplic należących do poprzednich misji.